07 Grudnia 2021 04:02
Info o ''Białym Misiu''


Adres: ul. Witczaka 1
44-330 Jastrzębie-Zdrój
E-mail: bialymis@jasnet.pl
KRS: 0000334873
NIP: 633 220 00 86
Regon: 241344827

  


Z naszej galerii
Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 58
Najnowszy użytkownik: Kamilaolszew
Weterani morsowania
Ostatnimi czasy morsowanie stało się bardzo popularne. Rosną szeregi fanatyków kąpieli zimnowodnych, a Kąpielisko "Zdrój" przy ul. Witczaka zyskało jeszcze jedno, skądinąd bardzo sympatyczne, zastosowanie. Warto jednak sięgnąć do źródeł. Wśród kąpiących się w każdą niedzielę są bowiem osoby, którzy uprawiają tę formę rekreacji od lat... siedemdziesiątych. Jedną z nich jest Jerzy Gawliczek, który zgodził się przedstawić dzieje jastrzębskiego morsowania, posiadającego piękną i bogatą tradycję.

Niewiele osób zdaje sobie bowiem sprawę, że to utworzony w Jastrzębiu Zdroju w 1986 roku Regionalny Klub Morsów pod przywództwem Otto Michałka organizował przed dwoma dekadami międzynarodowe zloty morsów, których swoistą kontynuacją są obecne spotkania w Mielnie, cieszące się ogromnym zainteresowaniem całej Polski. Jak przez mgłę kojarzone są pamiętne kąpiele w fontannie w Parku Zdrojowym, z której korzystali również... Czesi i Niemcy. A to nie wszystko. Warto zatem przedstawić historię jastrzębskiego środowiska morsów według jednego z najbardziej doświadczonych jego przedstawicieli.

- Panie Jurku, proszę się nam wszystkim na początku przedstawić. Wielu Pana zna, inni kojarzą ze specyficznego sposobu przybywania na praktycznie każdą kąpiel. Niezależnie od pogody przyjeżdża Pan na rowerze. Ile lat trwa przygoda z morsowaniem?

Jerzy Gawliczek - Mam nadzieję, że swojego wieku podawać nie muszę (śmiech). 67. rok życia za sobą, 1943 rocznik. Wojenny. Rowerzystą jestem od niedawna, ale mój pierwszy kontakt z zimną wodą miał miejsce w listopadzie 1977 roku w Gdyni. To już 33 lata, zatem można nazwać mnie weteranem. Od tamtego czasu różnie bywało, jeśli chodzi o regularność kąpieli, bo często nie było odpowiednich warunków do niej. Dlatego w przypadku pojawienia się śniegu, stosowałem wyłącznie kąpiele śnieżne. W 1977 roku morsowanie w Jastrzębiu Zdroju było praktycznie nieznane. W Polsce był zaledwie jeden klub morsów - w Gdyni.

- Dlaczego pierwsza kąpiel odbyła się akurat w Gdyni?
- Pracowałem wówczas w KWK „Manifest Lipcowy”, czyli obecnej „Zofiówce”. Kopalnia wysyłała swoich pracowników do Domu Wczasowego „Antracyt” do Gdyni w tzw. martwym sezonie na tygodniowe turnusy wypoczynkowo - szkoleniowe. Oczywiście w takich warunkach z tym szkoleniem bywało różnie (śmiech), ale ja jako instruktor na jednym z takich turnusów starałem się przy okazji różnego rodzaju rozmów przy posiłkach, w trakcie wycieczek, a także przy przysłowiowym piwku podejmować odpowiednie tematy. Rozmowa zawsze jest lepsza niż monolog. Pewnego razu siedzimy sobie w kawiarni „Antracytu” i dyskutujemy o problemach górnictwa, zagrożeniach, trudnych warunkach pracy itd. Obok nas przebywał pewien człowiek. Włączył się do rozmowy i przedstawił się jako dr Orłowski. Nie był lekarzem, tylko pracownikiem naukowym z tytułem doktora. Nawiązując do trudnej pracy w górnictwie, przeciągów i zmian ciśnienia wspomniał o konieczności hartowania ciała, na przykład poprzez kąpiele zimnowodne, czyli poprzez „morsowanie”. Okazało się, że był szefem gdańskiego klubu morsów, tego jedynego wówczas w Polsce. Po kilkunastu minutach podziękował za dyskusję i powiedział, że idzie się kąpać. Zapytał też, kto do niego dołączy. My popatrzyliśmy po sobie zdziwieni. Trzech z nas zdecydowało się na to. Między innymi ja. Pozostałych dr Orłowski zaprosił do kibicowania. No i tak to się zaczęło. Wspominając o Orłowskim, warto powiedzieć, że jest on autorem wierszy a między innymi wiersza pod tytułem „A ty się łamiesz”, poświęconego nie tylko morsom, ale wszystkim osobom, które czują strach.

„Na trawę przydrożną popatrz, murawę zwykłą, zieloną
Na upał odporną, na ziąb, gradobicie, niechronioną.
Na wierzby człowieku popatrz, co stoją w polu samotnie
Zginane wichrem ku ziemi, chłostane burzą stokrotnie.
A ty się człowieku łamiesz, za lada jakim podmuchem,
Nie dość, że kruche masz ciało, Nie umiesz silny być duchem.”


Ten wiersz można nazwać prawdziwym morsowskim mottem.

- Doktor Orłowski pojawia się w opowiadaniach wielu weteranów kąpieli zimnowodnych.
- Bo wszyscy na niego trafialiśmy właśnie w trakcie tych wyjazdów z kopalni. Dom Wypoczynkowy „Antracyt” był własnością „Manifestu Lipcowego” od wiosny 1977 roku, więc nasze jesienne turnusy wypoczynkowo - szkoleniowe były pierwszymi. Tak rozpoczęła się inwazja morsowania w Jastrzębiu, bo górnicy wracali rozochoceni tym, co przeżyli nad morzem.
 
- Nikt nie patrzył nas was, jak na wariatów?
- Głośno o tym nie mówiliśmy (śmiech). Najwyżej w gronie rodziny i przyjaciół. Ale pokazywało się zdjęcia temu czy innemu, to pytali, czy Gawliczkowi nie odbiło (śmiech). Z czasem jednak przybywało górników, którzy przeżyli lodowatą kąpiel, więc przestało to tak bardzo dziwić. Nie wiem, ilu w sumie się wykąpało w morzu. Niektórzy podawali nawet liczbę 1,5 tys. Ja nie wiem, ale na pewno było tego sporo. Dodatkowo niektórzy jeździli na kąpiele w okolicznych rzekach. Z tej grupy powoli krystalizowała się ekipa inicjatywna, chcąca stworzyć w Jastrzębiu klub morsów z prawdziwego zdarzenia.

- Nie mieliście problemów z rejestracją?
- Na początku prowadzono rozmowy, czy w ogóle jest sens coś takiego organizować. Decyzję „na tak” podjęto w marcu 1986 roku. Wybrano możliwość organizacji klubu przy silnej strukturze sportowej, jaką było Ognisko TKKF przy KWK „Manifest Lipcowy”. Przez kolejne miesiące trzeba było wydeptać wiele ścieżek i wyczyścić kilka klamek. W grudniu Ognisko TKKF oraz władze kopalni zaakceptowały regulamin Regionalnego Klubu Morsów w Jastrzębiu Zdroju. Byliśmy pierwszym w Polsce klubem śródlądowym, a drugim w Polsce, po wspomnianym Gdańsku. Dodatkowo w mieście bez dostępu do morza, rzeki i większego zbiornika wodnego.

- Dlaczego „Regionalny”?
- Dobre pytanie. Wzięto przykład z gdańskiego klubu, tam również w nazwie pojawiło się określenie „regionalny”, gdyż zrzeszał ludzi z całej okolicy. Podobnie było w Jastrzębiu. Z czasem część osób, które jeździły do „Antracytu”, przeszła na emeryturę lub do innych zakładów pracy. Rozpłynęli się po regionie, a więc nie mógł być to klub kopalniany. 6 stycznia 1987 wybrany został zarząd z Otto Michałkiem jako prezesem. To był człowiek, który stał się prawdziwą lokomotywą napędową nowej organizacji. 25 stycznia 1987 na nieistniejącym już basenie zakładowym przy KWK „Manifest Lipcowy” przy ul. Pszczyńskiej odbyła się pierwsza, historyczna kąpiel morsów w Jastrzębiu. Udział w niej wzięli również zaproszeni goście z Gdańska, w tym pani Janina Gancarczyk, sekretarz gdańskiego klubu morsów. Prezes Orłowski również zaszczycił nas swoją obecnością, ale przy okazji kolejnej kąpieli. Muszę przyznać, że było ciężko. Trzeba było zrobić porządny przerębel, a wejście odbywało się za pośrednictwem metalowej drabinki. Wchodziło się jeden po drugim. Dlatego po wejściu trzydziestego morsa, ten pierwszy już zamarzał (śmiech). Na Kąpielisku „Zdrój” pod tym względem jest luksus, poza tym tu już mamy odpowiednie doświadczenie. Wtedy organizowaliśmy kąpiel w basenie po raz pierwszy.

- Dziś mamy słynne na całą Polskę Międzynarodowe Zloty Morsów w Mielnie. Czy w tamtych czasach organizowano coś podobnego?
- Tak! I żeby było zabawniej, I Zlot Morsów zorganizował nasz klub! Dla wielu to pewnie niespodzianka, ale w dniach 12-18.01.1988 w Gdyni Regionalny Klub Morsów wraz z kolegami z Gdańska rozpoczął tą tradycję. Innych klubów w Polsce jeszcze nie było, choć było kilku gości. Tym niemniej była to potężna, tygodniowa impreza. Dziś nikt nie dałby rady takiej zorganizować, z uwagi na koszty i czas. Wtedy jednak w Jastrzębiu nadal budowano kopalnie i potrzebowano rąk do pracy. Dlatego poprzez organizację tego zlotu promowano również nasze zakłady.

- Ilu mieliście wówczas członków?
- Kilkudziesięciu. To było płynne, gdyż jedni przychodzili się wykąpać kilka razy i odchodzili. W ich miejsce trafiali następni. I tak upływały nam kolejne sezony kąpieli na basenie przy ul. Pszczyńskiej. Były też wspomniane zloty morsów oraz uroczyste obchody Dnia Kobiet, gdy szczególnie obdarowywano nasze panie. Ostatni raz wykąpaliśmy się tam wczesną wiosną 1990 roku, ponieważ później Sanepid zamknął obiekt ze względu na niezdatność wody w basenie do kąpieli. Morsy zostały bez wody. Ale zarząd z Otto Michałkiem na czele podziałał energicznie i wzięliśmy udział w organizowaniu klubu morsów w Rybniku przy tamtejszym MOSiR-ze. Prezesostwo w tym klubie objął nasz późniejszy dobroczyńca, Jacek Achinger. Niestety, w Rybniku nie było tak dobrego klimatu dla kąpieli zimnowodnych i po kilku spotkaniach temat upadł. Podobnie zresztą było w Wodzisławiu, gdzie utworzono klub przy MOSiR-ze z kąpielami na ośrodku Balaton. Ale ta sprawa też szybko umarła śmiercią naturalną.

- Jak rozwiązano problem „bezdomności” morsów?
- Ponownie zadziałała intuicja Michałka. Wymyślono i uzyskano zgodę władz na słynne już kąpiele w fontannie w Parku Zdrojowym, z której korzystaliśmy od sezonu 1992/1993. Miała ona kilka metrów średnicy, a wody można było tam nalać najwyżej nieco powyżej kolan. Zresztą, sami musieliśmy to robić. A po kąpieli należało tę fontannę opróżnić, aby zamarzająca woda jej nie rozsadziła. Było trochę roboty, ale umiejscowienie w Parku spowodowało, że bardzo wiele osób wybierających się na niedzielny spacer mogło nam kibicować. Bez wątpienia miało to spory wydźwięk w mieście. W ramach kolejnych lat nawiązaliśmy kontakty z morsami z Czech i Niemiec, gdzie zresztą fanatycy kąpieli zimnowodnych noszą inną nazwę, „pingwiny”. Otto Michałek miał przyjaciół w Lipsku i w ten sposób poznaliśmy się z kolegami zza naszej zachodniej granicy. Oni przyjeżdżali do nas, a my w rewanżu gościliśmy u nich. Przypominam sobie również taką sytuację, gdy pewien bardzo doświadczony mors z Pragi, który kąpał się na dalekiej Północy, korzystał z naszej fontanny (śmiech). To była bardzo komiczna sytuacja. Do dziś wśród jastrzębskich morsów jest wielu pamiętających tamte czasy weteranów. W 1994 roku Regionalny Klub Morsów w Jastrzębiu odłączył się od kopalnianego Ogniska TKKF i został oficjalnie zarejestrowany jako odrębne stowarzyszenie. Od tego momentu uzyskaliśmy statut, osobowość prawną i konto. W ciągu kolejnych lat organizowaliśmy kolejne zloty morsów, tym razem w naszej coraz bardziej wysłużonej fontannie. Przyjeżdżali Czesi i Niemcy, a i my coraz częściej kąpaliśmy się „na wyjeździe”. W styczniu 1997 roku mieliśmy uroczystą kąpiel z okazji dziesięciolecia wspomnianej wcześniej pierwszej kąpieli w basenie przy kopalni. A w marcu odbyliśmy przecudną kąpiel w centrum Brennej. Kibicowało nam chyba całe miasteczko. Później powstał w Brennej - Leśnicy Regionalny Klub Morsów Ziemi Cieszyńskiej pod prezesurą Jana Holeksy, z którym bardzo owocnie współpracowaliśmy.

- Kiedy przestaliście kąpać się w fontannie?
- Ostatnia systematyczna kąpiel miała miejsce w marcu 1998 roku. Wcześniej zaczęły się problemy, gdyż planowano remont Domu Zdrojowego i, co za tym idzie, całej jego okolicy. Ponownie zagroziła nam bezdomność, ale z pomocą przyszedł klubowi Alojzy Pietrzyk. Wraz z nim pomagaliśmy w zakładaniu klubu morsów w Katowicach, gdzie mogliśmy kąpać się na tzw. Trzech Stawach. Można więc powiedzieć, że morsowanie z Jastrzębia „promieniowało” na cały Śląsk. Rok 1998 to jednak nie tylko koniec kąpieli w fontannie, ale również powstanie w Jastrzębiu Zdroju Stowarzyszenia Promocji Zdrowia im. Sebastiana Kneippa, funkcjonującego do dziś. Jednym z jego założycieli był Michałek. Była to pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce i wzorowała się na organizacjach niemieckich. Miała na celu promowanie profilaktyki zdrowia. Stowarzyszenie i Klub współpracowały, mając podobne cele. W marcu 1999 roku po kąpieli w Brennej Leśnicy padła propozycja przyłączenia jastrzębskich morsów do Stowarzyszenia Promocji Zdrowia. My chcieliśmy jednak zachować naszą podmiotowość i osobowość prawną. Zacieśniono współpracę i zaproponowano nadanie Regionalnemu Klubowi Morsów imienia Sebastiana Kneippa. Tak też się stało, choć były osoby z tego niezadowolone. Mnie to akurat nie przeszkadzało. Nadszedł sezon 1999/2000, kluczowy dla dziejów klubu. Zaczęły się rozłamy i konflikty. Jednym nie podobał się nowy patron, inni narzekali na rekreacyjny i wyjazdowy charakter kąpieli i chcieli spróbować czegoś innego. Z takiego samego powodu, dla wyczynowego pływania w lodowatej wodzie, już wcześniej z klubu wraz ze swoją grupą odszedł nasz bardzo sympatyczny kolega, Stanisław Haśkiewicz. Potem pojawił się problem z finansami, coraz więcej członków nie chciało płacić składek. Między innymi na tym tle padła propozycja pełnego przyłączenia się do Stowarzyszenia Promocji Zdrowia, tym razem jako jego sekcji. Co za tym idzie, nasz klub miał stracić osobowość prawną. I to zostało przyjęte. Wiosną 2000 roku zarząd klubu miał zakończyć kadencję, ale wobec konieczności likwidacji samodzielności klubu, przedłużono jego działalność do końca sezonu. Tymczasem ja osobiście nie wiem, czy tego formalnego wyrejestrowania w ogóle dokonano.

- Czy zatem Regionalny Klub Morsów nadal istnieje?
- Nie wiem. Chciałbym aby na to pytanie wypowiedział się ktoś kto cokolwiek wie na ten temat. Nie widziałem dokumentów i mam wątpliwości w tej kwestii. Nie mam pojęcia, czy klub został wyrejestrowany i oficjalnie przejęty przez Stowarzyszenie Promocji Zdrowia. Kontynuowane były jednak dorywczo kąpiele wyjazdowe, np. wyjazdy do Brennej Leśnicy. Warto też wspomnieć, że w styczniu 2002 roku uzyskano wyjątkowo zgodę na jubileuszową kąpiel w wyremontowanej fontannie na rocznicę piętnastolecia pierwszej kąpieli z 1987 roku. Sezon 2003/2004 upamiętnił się z kolei bardzo dziwną okolicznością. Otóż z uwagi na brak jakiejkolwiek możliwości zimnowodnej kąpieli w Jastrzębiu, morsy otwarły sezon w... brezentowym basenie do hodowli ryb za hotelem Diament. Tam też zakończono sezon kilkanaście tygodni później. Wówczas uważałem to za nonsens, ale z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że było to słuszne działanie. To był krzyk rozpaczy skierowany do władz miasta przez jastrzębskich morsów, którzy mieli tak piękną tradycję, a nie mieli się gdzie kąpać. Na szczęście pomagał nam wtedy m.in. Jacek Achinger, który jest właścicielem przetwórni ryb w Pszowie i kilkakrotnie również kąpaliśmy się u niego. To były niezapomniane imprezy, również dlatego, że Jacek wydawał prawdziwe rybne uczty.

- A kiedy po raz pierwszy usłyszał Pan o „Białym Misiu”?
- W 2005 roku, gdy wraz z członkami byłego Regionalnego Klubu Morsów z Otkiem Michałkiem na czele, w Kończycach Wielkich wykąpali się fanatycy zimnowodnych szaleństw z sekcji „Białego Misia” wraz z Janem Piłatem na czele. Powoli krystalizował się nowy lider jastrzębskich morsów i Otto Michałek musiał zauważyć, że jego czas powoli mijał.

- Dziś sytuacja wygląda inaczej. Od sezonu 2007/2008 morsy znów mają się gdzie kąpać, gdyż zimą otwarte dla nich jest Kąpielisko „Zdrój”. We wrześniu 2009 roku Jastrzębski Klub Morsów „Biały Miś” został oficjalnie zarejestrowany jako niezależne stowarzyszenie.
- To prawda. To bardzo cieszy. Dawniej tak wspaniałych warunków nie było. „Biały Miś” nabrał dzięki temu niesamowitego rozmachu. Nastała w Jastrzębiu Zdroju prawdziwa moda na morsowanie. I dlatego z tej perspektywy chcę zadać proste pytanie. Czy „Biały Miś” poczuwa się do bycia spadkobiercą tradycji Regionalnego Klubu Morsów? Trzeba bowiem wiedzieć, że w naszym mieście istnieją jeszcze inne organizacje morsowskie i one również mogą mieć prawo do kultywowania pewnych spraw. „Biały Miś” jest największą organizacją morsowską w Jastrzębiu Zdroju, skupia dziś wielu członków, m.in. z Regionalnego Klubu Morsów, w tym prezesa „Białego Misia” Jana Piłata. Klub jest obecny w mediach. Dlatego właśnie warto zadać powyższe pytanie. Czy Jastrzębski Klub Morsów „Biały Miś” będzie kontynuować tamte piękne tradycje?

- A czy Pan zamierza zapisać się do „Białego Misia”?
- Mam tu wypełnioną deklarację przystąpienia do klubu.

- Zwracał Pan również uwagę na pewne kwestie związane z jubileuszami jastrzębskich morsów.
- To jest ważna rzecz. Jeśli „Biały Miś” będzie kontynuować tradycje jastrzębskich morsów, to pewne rzeczy muszą być wyjaśnione aby były zrozumiałe dla morsów, ale także dla mediów. Otóż rok 1986 to moment akceptacji regulaminu Regionalnego Klubu Morsów przy Ognisku TKKF na KWK „Manifest Lipcowy”. Natomiast 25 stycznia 1987 roku to data pierwszej, historycznej kąpieli na basenie przy ul. Pszczyńskiej. Z kolei sezon 1986/1987 to pierwszy, inauguracyjny sezon dla jastrzębskich morsów. Co za tym idzie, warto zadać pytanie. Ile lat mają jastrzębskie morsy? Założenie klubu, pierwsza kąpiel, pierwszy sezon kąpielowy - to są różne daty. W najbliższych latach czeka nas ćwierćwiecze wspomnianych wydarzeń. Daję zatem władzom i członkom „Białego Misia” pod rozwagę, co i kiedy będzie jubileuszem, aby nie powtórzyć błędów z okresu działalności Regionalnego Klubu Morsów przy organizowaniu różnych rocznic oraz błędu, jaki był widoczny na banerze informującym (w ubiegłych sezonach kąpielowych) o latach działalności jastrzębskich morsów. 
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Copyright © JastrzÄ™bski Klub Morsów BiaÅ‚y MiÅ› 2010