07 Grudnia 2021 04:45
Info o ''Białym Misiu''


Adres: ul. Witczaka 1
44-330 Jastrzębie-Zdrój
E-mail: bialymis@jasnet.pl
KRS: 0000334873
NIP: 633 220 00 86
Regon: 241344827

  


Z naszej galerii
Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 58
Najnowszy użytkownik: Kamilaolszew
Inwazja Białych Misiów na Mielno
We wrześniu minionego roku Jastrzębski Klub Morsów „Biały Miś” został zarejestrowany w Sądzie Okręgowym w Gliwicach. Tym samym stał się autonomicznym stowarzyszeniem, zdolnym do podejmowania samodzielnych działań, niezależnych od czyjegokolwiek (nomen omen) widzimisię. Prezesem został Jan Piłat, cieszący się niekwestionowanym autorytetem i pozycją w tym środowisku.

Władze klubu zawarły umowę z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji, i dzięki przychylności pani dyrektor Zofii Florek morsy kąpią się w każdą niedzielę od listopada do marca o 15:00 na Kąpielisku „Zdrój”. W tym okresie liczba członków wzrosła z kilkunastu do ponad siedemdziesięciu, a w Jastrzębiu zapanowała prawdziwa „moda na morsowanie”. W styczniu przy Witczaka do lodowatej wody wchodziło co tydzień prawie sto osób, a dziesiątki grubo ubranych zmarzluchów gorąco im kibicowały.

Znakiem firmowym „Białego Misia” stały się oficjalne klubowe polary w zielono-czarno-białych barwach Jastrzębia Zdroju oraz białe czapeczki z „uszkami” i napisem „JKM Biały Miś”. Udało się zaprojektować i wykonać oficjalny klubowy baner, a dzięki pozytywnej odpowiedzi z MOSiR-u stowarzyszenie wzbogaciło się o profesjonalny i pojemny termos oraz kolejny baner, na którym widnieją zdjęcia symbolizujące historię klubu oraz tekst hymnu „Białego Misia”, skandowanego przy okazji każdej kąpieli. Dodatkowo dzięki firmie Berndorf Baderbau stowarzyszenie ma na stanie piękną maskotkę białego misia, dumnie prezentowaną przy okazji każdej kąpieli. Z takim wyposażeniem i rozmachem Jastrzębski Klub Morsów wraz z przyjaciółmi i kierowcami (którzy również się kąpali) w sile 51 osób wyjechał do Mielna, gdzie wziął udział w VII Międzynarodowym Zlocie Morsów.

Słynne mieleńskie zloty są transmitowane przez niemal wszystkie ogólnopolskie media. To wtedy siedzący w ciepłych kapciach telewidz ma okazję zobaczyć ponad tysiąc półnagich wariatów, którzy z uśmiechem na ustach biegną do zimnego morza, w którym pływają lodowe kry. Z roku na rok impreza się rozkręca. Władze Mielna wpadły na fantastyczny pomysł promocji swojego kurortu w trakcie teoretycznie martwego sezonu i dzięki temu coraz częściej pojawia się on wśród najbardziej popularnych nadmorskich miejscowości. Człowiek, który wpadł na ten pomysł, a później wprowadził go w życie, powinien otrzymać lokalną nagrodę Nobla. Po raz siódmy morsy z całej Polski (oraz goście z zagranicy) przemaszerowały główną promenadą miasta. Tym razem wraz z kąpielą miały okazję wejść do historii ludzkości, bijąc rekord Guinessa w ilości osób kąpiących się w lodowatej wodzie. Do Mielna przyjechała oficjalna komisja, która po całym wydarzeniu nie miała innego wyjścia, jak zawyrokować, że poprzedni oficjalny rekord ustanowiony w Nowym Jorku został pobity trzykrotnie, a 14 lutego 2010 roku do Bałtyku wtargnęło około półtora tysiąca ludzi.

Przygotowania „Białego Misia” do wyjazdu do Mielna trwały kilka miesięcy. Oczekując na zapełnienie listy i ostateczne decyzje niektórych chętnych na wyjazd, władze klubu nie przewidziały dramatycznego wzrostu popularności Zlotu. 25 stycznia ze zdumieniem odkryto, że główna lista gości została zamknięta i pozostaje jedynie „lista rezerwowa”. Wprawdzie łączyło się to tylko z brakiem wstępu na główną imprezę integracyjną na Hali Widowiskowej w Mielnie (o pojemności 1000 osób), ale obawy pozostały. Okazały się one jednak zupełnie nieuzasadnione i paradoksalnie wspomniana „lista rezerwowa” stała się prawdziwym błogosławieństwem, gdyż „Biały Miś” trafił do pięknego ośrodka wypoczynkowego „Krokus” w Unieściu z wybornym kateringiem i kameralną imprezą (na ok. 200 osób), która okazała się być o wiele bardziej udaną od zeszłorocznej zabawy w mieleńskiej hali. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a członkowie klubu już dziś pół-żartem naciskają na zarząd, aby w przyszłym roku centrala od razu wpisała „Białego Misia” do „rezerwy”.

Wyjazd z Jastrzębia do Mielna miał miejsce wieczorem 11 lutego. Z uwagi na fatalne warunki pogodowe „Biały Miś” zameldował się nad Bałtykiem dopiero po południu następnego dnia. Większość członków stowarzyszenia niemal natychmiast popędziła na plażę, aby zbadać warunki. Te okazały się porażające. A więc tak wygląda wybrzeże na Syberii. Metrowy śnieg całkowicie przykrywający piasek, wysokie fale, lodowe klify na wybrzeżu powstałe w wyniku wyrzucania przez morze kry oraz... sama kra. To nie luksusowe warunki przy Witczaka, gdzie do przerębla przygotowanego przez wytrzymałych morsów i pracowników basenu wchodzi się po schodach, a woda jest czysta i przejrzysta jak łza. Bałtyk w lutym okazał się Oceanem Lodowatym, w którym skrystalizowana sól łączy się z lodem, w wyniku czego powstaje nieprzyjemna „kasza”, potrafiąca przy okazji większej fali solidnie poranić ciało. Doświadczone morsy mierzyły się z nią dawniej, ale kąpiący się pierwszy czy drugi sezon mieli dość poważne obawy. Jednak w obliczu pokaźnych rozmiarów morskich bałwanów również weterani kąpieli zimnowodnych wątpili w możliwość wejścia do morza. Z jednej strony rozsądek nie pozwalał. Ale z drugiej, „przejechaliśmy przecież całą Polskę”, jak stwierdzało wielu, próbując wzniecić w sobie odwagę. Niżej podpisany również, szczególnie gdy zagniewany Neptun poczęstował go sporą ilością wyrzucanej przez wzburzone morze „kaszy”, a następnego dnia z wysuszonego już ubrania można było wysypać zawartość jednego wagonika z kopalni soli w Wieliczce.

Na szczęście weekendowy Bałtyk okazał się łaskawszy. W sobotę wiatr był skromniejszy, a fale niższe. W południe członkowie Jastrzębskiego Klubu Morsów „Biały Miś” wyruszyli na plażę. Krótki rozruch, kilka pamiątkowych zdjęć, łopata do przekopania klifu i... do wody! Najpierw przez „kaszę” do czystej wody. Podejście pod falę i zanurzenie. „Jest dobrze, ale nie beznadziejnie”. Po kilku chwilach zanurzone w słonej wodzie ciało ogarnia cudowna rześkość. Jest czas podziwiać widoki. Z jednej strony fale, z drugiej biały klif na brzegu i na nim kibice, z trzeciej pokryte śnieżną masą falochrony i pływające wokół niewielkie górki lodowe. Po paru minutach wyjście. Niektórzy, zamiast rozgrzewki po kąpieli, poświęcają się i wyciągają pozostałych z morza, gdyż wykopane wejście zostało już podmyte. Bieganie, przysiady, pompki. Już jest świetnie. Zatem wracamy do wody. Kto kozak, wszedł również trzeci raz. To nie „Zdrój”, a starcie z prawdziwym żywiołem. W ten sposób kilkudziesięciu członków „Białego Misia” zaliczyło pierwszą morską kąpiel w 2010 roku. Po wszystkim gorący napój z termosu, który klub otrzymał dzięki MOSiR-owi. I marsz z powrotem do „Krokusa”.

Po południu władze Mielna przygotowały kilka atrakcji, takich jak odsłonięcie pomnika morsa z brązu, symboliczne „śluby” par morsowskich oraz bieg na orientację „w poszukiwaniu morsa”. W tej ostatniej konkurencji członkowie „Białego Misia” zwyciężyli, ale... zostali ukarani za sklerozę, bo zapomnieli o oficjalnym zgłoszeniu drużyny i przystąpili do zawodów „z marszu”. Trudno, choć i tak radość z bycia najlepszym była ogromna. Następnie władze i członkowie klubu mieli okazję do serii zdjęć przy wspomnianym pomniku oraz do spotkania z panem Hilarym Kubschem, wydawcą kwartalnika „Mors” i jednym z głównych organizatorów Zlotu. Pan Hilary świetnie czuł się w towarzystwie jastrzębian, czego nawet nie starał się ukrywać. A wieczorem w trakcie wspomnianej kameralnej imprezy integracyjnej Jastrzębski Klub Morsów „Biały Miś” został zaszczycony obecnością samego wójta Mielna, który z radością przyjął podziękowania za świetną i pomysłową organizację Zlotu. Dodatkowo w tym samym czasie olimpijski srebrny medal na skoczni K-90 w Vancouver zdobył Adam Małysz. To, co działo się wówczas w Mielnie-Unieściu, było nie do opisania.

Niedziela to punkt kulminacyjny całego Zlotu. Najpierw wszyscy spotkali się pod wspomnianą wyżej halą, gdzie dokonano oficjalnej rejestracji każdego kąpiącego się. Miało to na celu zidentyfikowanie liczby uczestników bicia rekordu Guinessa. Następnie każda grupa, często bardzo pomysłowo przebrana, pod oficjalnym banerem przemaszerowała główną ulicą miasteczka na plażę niczym na defiladzie olimpijskiej. „Biały Miś” czwórkami, zdyscyplinowanie, w zielono-czarno-białych polarach i w białych czapeczkach godnie reprezentował nasze miasto. Przed grupą dumnie bieżyli jastrząbek, niedźwiedź polarny i Neptun, a obok nich jeden z najbardziej lubianych kolegów niósł wspomnianą na początku maskotkę białego misia. Nie zabrakło okrzyków „Jastrzębie, Jastrzębie!” oraz nieoficjalnego klubowego hymnu. A także... autorskiego pomysłu na promocję stowarzyszenia, jakim od zeszłorocznego zlotu jest specyficzna muzyczka z taniej tuby chińskiej produkcji. W momencie włączenia muzyczki wszyscy zaczynają się kręcić, przy czym otoczenie... baranieje. Ale do czasu. W Mielnie ten pomysł cieszył się ogromną popularnością i do „Białego Misia” w „numerze z tubą” raz po raz dołączały inne kluby, a na oficjalnego maila stowarzyszenia przyszła prośba o umieszczenie muzyczki na stronie. Po dotarciu na plażę rozpoczęła się główna część imprezy. Ta, którą zna cała Polska. Zrzucenie ubrań, rozgrzewka i na sygnał wszyscy do wody! Półtora tysiąca morsów w jednej chwili zakosztowało kontaktu z lodowatym Bałtykiem. Dodatkowo organizatorzy przygotowali nie lada atrakcję, jaką był pokaz ratownictwa morskiego z użyciem helikoptera. Trzeba przyznać, że kąpiel w takich warunkach była naprawdę niesamowitym przeżyciem. Rekord Guinessa został pobity, „Biały Miś” zyskał grono sympatyków z całej Polski, a jego członkowie wywieźli z Mielna cudowne wspomnienia. Już w tracie drogi powrotnej pojawiły się opinie, że właśnie do tego zlotu, niczym do wzoru, „Misie” będą porównywać kolejne edycje.

VII Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie zakończony. „Biały Miś” odniósł na nim pełny sukces organizacyjny, propagandowy i... towarzyski. Ekipa pod kierunkiem prezesa Jana Piłata bawiła się wyśmienicie, a Jastrzębie Zdrój ponownie było na ustach wszystkich, którzy mieli okazję zetknąć się z naszymi morsami. Następna inwazja „Białych Misiów” na Mielno już za rok!
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Copyright © JastrzÄ™bski Klub Morsów BiaÅ‚y MiÅ› 2010