07 Grudnia 2021 03:33
Info o ''Białym Misiu''


Adres: ul. Witczaka 1
44-330 Jastrzębie-Zdrój
E-mail: bialymis@jasnet.pl
KRS: 0000334873
NIP: 633 220 00 86
Regon: 241344827

  


Z naszej galerii
Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 58
Najnowszy użytkownik: Kamilaolszew
Nie wiem, gdzie sÄ… apteki!
Jastrzębskie morsy od dawna korzystają z uroków zimowej kąpieli. Wszystko zaczęło się latach osiemdziesiątych w... Gdyni, gdzie doktor Orłowski namówił do wejścia do lodowatej wody Jana Piłata. To nazwisko wielu zapewne skojarzy z pseudonimem „Lalunia”, gdyż właśnie tak nazywano uzbrojony styl od kilofa, z pomocą którego strajkujący zniechęcali do walki zomowców atakujących kopalnię „Manifest Lipcowy”.

Jan Piłat jeździł do Gdyni jako tajny kurier, a przy okazji (wraz z kilkoma innymi zapaleńcami) brał udział w kolejnych zlotach morsów. I tak się zaczęło. Obecnie w każdą niedzielę o 15.00 na basenie przy ulicy Witczaka kąpie się kilkadziesiąt osób. Towarzyszy im spora grupa kibiców, spośród których rekrutują się kolejne morsy. Najpierw dany osobnik puka się w czoło, potem zaczyna się interesować, a po tygodniu sam wchodzi do wody. Czego niżej podpisany jest również dowodem.

- Skąd „Lalunia” w morsach?
Jan Piłat - „Lalunia” kąpie się już dwudziesty szósty rok (śmiech). W latach osiemdziesiątych były strajki, ale już wtedy jeździliśmy rekreacyjnie do Gdyni, gdzie pod opieką doktora Orłowskiego uczyliśmy się tego fachu. Odbywały się kolejne zloty morsów, najpierw w roku 1984, potem w 1986 i w 1988, kiedy miał miejsce pierwszy zlot międzynarodowy.

- Jastrzębska organizacja morsów ma już dwadzieścia jeden lat.
- Wszystko zaczęło się na KWK „Zofiówka”, gdzie zorganizowaliśmy sekcję przy miejscowym TKKF-ie. Kąpaliśmy się w nieistniejącym już basenie przy kopalni. Wtedy była to zupełna nowość i wiele osób stwierdzało, że mamy nierówno pod sufitem (śmiech). Ale niektórzy zaczynali dostrzegać, że jesteśmy zdrowi i nie chorujemy. Potem zlikwidowano basen, więc korzystaliśmy z fontanny w parku. Można sobie wyobrazić humorystykę tej sytuacji. Poza tym kąpaliśmy się też w basenie przy hotelu „Diament”, gdzie hodowano ryby. Jeździliśmy również do Rybnika, Wisły i Ustronia.

- Dziś „Biały Miś” jest całkiem prężnym środowiskiem. A zaczynaliście od zera.
- Na tą chwilę mamy dwudziestu nowych chętnych do kąpieli. W minionym roku doszło dwadzieścia pięć osób. Jeśli dołączy Brenna i Racibórz, to jest nas ponad setka. A kiedyś z kilkoma kolegami kąpaliśmy się „na dziko” w rzekach. Ludzie oglądali na trzech rozbierających się na śniegu wariatów (śmiech). W Istebnej, w czasie kąpieli w Olzie, dopadła nas straż graniczna. Pierwsze pytanie brzmiało „Ile wypiliście?”. Ale potem dali nam spokój i obserwowali z uśmiechem. Następnie zorganizowaliśmy się na kanwie klubu abstynenta przy parafii pod wezwaniem Świętej Katarzyny. Wprawdzie nie udało się zarejestrować działalności w sądzie, ale pewna mądra osoba poradziła mi, co robić. I tak działamy po dziś dzień.

- I zachęcacie kolejne osoby do morsowania. Po trzech wejściach można stać się dyplomowanym morsem.
- Taką zasadę przyjęliśmy w regulaminie. W ten sposób „dyplomowaliśmy” już około siedemdziesięciu morsów. Poza tym jeździmy również do Mielna na międzynarodowe zloty morsów. W minionym roku zdobyliśmy drugie miejsce pod względem liczby członków obecnych na spotkaniu. Pojawiliśmy się w sile czterdziestu pięciu osób. Wyjeżdżamy również do Wisły czy Zakopanego, choć tylko okazjonalnie. Na basenie w Jastrzębiu, dzięki przychylności pana kierownika Tomasza Czułyta, mamy świetne warunki. W tym miejscu chciałbym również podziękować pani dyrektor Zofii Florek. Bez tych osób „Biały Miś” nie mógłby się rozwijać.

- Jakie były najbardziej ekstremalne warunki, w których przyszło się kąpać?
- Zimno było bez wątpienia w Zakopanem, w górskim potoku. Ale najniższa temperatura towarzyszyła nam w Sopocie, dwadzieścia osiem stopni poniżej zera! Człowiek wychodził z morza i natychmiast na ciele robiła się „skorupka” z lodu. Fachowcy jednak twierdzą, że nawet taka temperatura nie przeszkadza w kąpieli.

- Morsowanie pomaga?
- Oczywiście. Przez te wszystkie lata nigdy nie byłem chory, nie miałem problemów z przeziębieniem. Czasami śmieję się z tego, że nie wiem, gdzie w Jastrzębiu są apteki. Kąpać się może każdy. Jedynym przeciwwskazaniem jest nadciśnienie. Należy również stosować się do regulaminu, który określa długość rozgrzewki i kolejnych wejść do wody. Nie można przesadzać i próbować bić rekordów. To wszystko robimy dla przyjemności, a nie dla szaleństwa. Ważnym jest również to, aby nie uciekać z wody pod ciepły prysznic, tylko pobiegać, rozgrzać się.

- Jak przekonać tych, którzy mają morsów za wariatów, do kąpieli?
- Cóż, sami muszą się przekonać. Przykładem jest jeden z naszych członków, który wcześniej przez dwa lata robił dla nas zdjęcia i zarzekał się, że do wody nie wejdzie. A teraz zalicza już trzeci sezon. Zachęcam każdego, bo to samo zdrowie. Dopóki sam nie spróbujesz, to się nie przekonasz. W każdą niedzielę o 15.00 na basenie przy ulicy Witczaka można wykąpać się z „Białym Misiem”. Polecam!
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Copyright © JastrzÄ™bski Klub Morsów BiaÅ‚y MiÅ› 2010