07 Grudnia 2021 04:41
Info o ''Białym Misiu''


Adres: ul. Witczaka 1
44-330 Jastrzębie-Zdrój
E-mail: bialymis@jasnet.pl
KRS: 0000334873
NIP: 633 220 00 86
Regon: 241344827

  


Z naszej galerii
Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 58
Najnowszy użytkownik: Kamilaolszew
Gangnam Style Białego Misia
Biały Miś po raz kolejny wziął udział w Międzynarodowym Zlocie Morsów w Mielnie. Ponad dwadzieścia osób pojechało w czwartek, 7 lutego nad Bałtyk. Pokonali autobusem 600 km tylko po to, aby zażyć kąpieli w lodowatym morzu. Słona woda i dość trudne warunki związane z wiatrem, falami i koniecznością przebierania się na plaży lub biegania na nią z hotelu, to duża odmiana w porównaniu z cieplarnianymi (tak, to złe słowo w przypadku zimnej wody) warunkami, które jastrzębskie morsy mają dzięki przychylności MOSiR-u na Kąpielisku Zdrój.

Międzynarodowe Zloty Morsów w Mielnie mają już dziesięcioletnią tradycję, ale warto pamiętać, że tego typu spotkania nie są pomysłem rodem z XXI wieku. Jeszcze w latach osiemdziesiątych zloty morsów odbywały się w Trójmieście, gdzie do lodowatych kąpieli namawiał doktor Boreasz Orłowski. W gronie skutecznie zachęconych byli pracownicy jastrzębskich kopalń, którzy rezydowali w hotelu Antracyt. Wśród nich znalazł się między innymi Jan Piłat, obecny prezes Białego Misia, znany skądinąd działacz Solidarności i bohater antykomunistycznej opozycji. Już w latach dziewięćdziesiątych zloty na mniejszą skalę organizowano również w Jastrzębiu. Morsy kąpały się w... fontannie w Parku Zdrojowym. Odbywająca się po raz dziesiąty impreza w Mielnie jeszcze do niedawna nie miała żadnej konkurencji. Inne nadmorskie i mazurskie miejscowości zimą zasypiały, tymczasem tu ktoś odkurzył dawny pomysł i dzięki temu Mielno odżywało na te kilka lutowych dni. Jego śladem podążyły już Kołobrzeg i Augustów. Co wyniknie z tej rywalizacji? Zobaczymy, choć członkowie innych klubów lepiej oceniali przygotowanie Kołobrzegu, gdzie morsy spotkały się w styczniu.

Wesoły autobus z panem Jurkiem za kierownicą (mors od wielu lat!) wyruszył w czwartek wieczorem z parkingu przy ul. Warszawskiej. Tym razem Biały Miś reprezentowany był przez mniejszą niż rok temu liczbę osób, ale nie wpłynęło to negatywnie na atmosferę podróży i samego zlotu. Niespodzianką było pojawienie się na miejscu zbiórki pana Teodora Sikory, urodzonego w 1941 roku znanego jastrzębskiego biegacza i dawnego boksera Górnika Jas-Mos, który od kilku lat, zachęcony przez Jana Piłata, również morsuje. Pan Waldek, bo tak go wszyscy nazywają (długa historia związana z problemami z imionami Ślązaków po II wojnie światowej), wraz z panem Wojtkiem to nierozłączna para zgrywusów, więc pół autobusu przez długi czas miało ubaw po pachy. Żeby było jeszcze ciekawiej, to pan Wojtek tak naprawdę ma na imię Włodzimierz... Jak żyć premierze?

W piątek rano ekipa z Jastrzębia zameldowała się w Ośrodku Krokus, oddalonym od morza o około 200 m. To już czwarty raz z rzędu Biały Miś rezyduje właśnie na obiektach w Unieściu, osadzie położonej zaraz obok Mielna, oblewanej z jednej strony przez Bałtyk, a z drugiej przez Jezioro Jamno. Z tego dość nietypowego położenia Unieścia chętnie korzystali niektórzy hardcorowcy z innych klubów, biegając od morza do jeziora i zaliczając praktycznie jednocześnie kąpiel w obu tych akwenach. Po zajęciu pokoi ta część Białych Misiów, która czuła się na siłach po dziesięciogodzinnej podróży, zabrała się do przygotowań do morskiej kąpieli. Ostatecznie w południe na plaży pojawiła się większość ekipy z Jastrzębia. Luksusem jest to, że można przebiec się z hotelu nad morze w gotowym stroju kąpielowym bez konieczności grzebania się i przebierania na zimnym i mokrym piachu, co nie należy do przyjemności. Potem ten piach znajduje się w różnych zakamarkach ubrań jeszcze długo po powrocie do domów.

Po krótkiej rozgrzewce i paru pamiątkowych zdjęciach Misie po raz pierwszy w 2013 roku przywitały mroźny Bałtyk. Woda była wyborna, a temperatura oscylowała wokół zera. Prawie lato. Mimo wiatru tafla morza idealnie równa. Fal nie odnotowano, zatem można było spokojnie wejść na głębokość i tam zanurzyć się na kilka minut. Kwestia głębokiej wody to osobna sprawa, wymagająca krótkiego wyjaśnienia. Na obiekcie przy Witczaka morsy po rozgrzewce od razu wchodzą do basenu, gdzie poziom wody od razu umożliwia pełne zanurzenie. W Bałtyku jest inaczej z oczywistych powodów. Zanim delikwent przedrze się przez mieliznę i dotrze do odpowiedniej niecki, zaczynają powoli zamarzać nogi. Ciało nie jest przecież równomiernie biczowane lodowatą wodą. W każdym razie po kilku minutach wyjazd z morza i rozgrzewka. Ten cykl można powtórzyć raz lub dwa. Tu mistrzem jest pan Henryk, któremu zdarzyło się kiedyś zawstydzić mieleńskich ratowników. Byli oni przekonani, że jakiś facet zamarza na głębokiej wodzie i podpłynęli, aby go ratować. Doświadczony mors z Jastrzębia musiał anulować akcję. Po kąpieli cała grupa udała się z powrotem do hotelu. Po południu jest czas na odwiedzanie starych kątów, posilenie się rybą prosto z morza oraz uczestnictwo w szeregu imprez, które organizatorzy przewidzieli dla morsów z całego świata, takich jak kąpiel w baliach i sauna, zdjęcia termowizyjne oraz różne gry i zabawy. Wieczorem chętni mogli wybrać się na dyskotekę. Inni udali się na zajęcia w podgrupach lub odpoczywali.

Sobota jest tym dniem, w którym wszystkie Białe Misie są już w pełni sił. Jastrzębskie morsy umówiły się na kolejną morską kąpiel ponownie na dwunastą-zero-zero. Spacerujący po plaży ludzie niespecjalnie pasjonowali się wybrykami ekipy Jana Piłata, bo i do widoku są przyzwyczajeni, a pewnie większość z nich to też morsy, tyle że w cywilu. W końcu kto normalny przyjeżdżałby na wypoczynek do Mielna w lutym? W piątek trzech naszych ludzi przywlokło na miejsce kąpieli wielki wyrzucony przez morze badyl, przy którym w sobotę można było zrobić sobie pamiątkową fotkę i... powiesić biustonosz z muszelkami, w które wyposażone były później dwie jastrzębskie syrenki, czyli Ania i Manuela. Z widłami na plażę przybył tradycyjnie ubrany w strój Neptuna pan Stanisław Sunita, którego postać nierozłącznie musi kojarzyć się z Białym Misiem. Jeśli ktoś miał okazję obserwować kąpiele morsów w niedzielne popołudnia przy Witczaka, to nie mógł go nie zauważyć. Pan Stanisław ma ponad siedemdziesiąt lat i zachowuje świetną formę. Poza morsowaniem uczestniczy w rajdach rowerowych. Po chwili wszyscy wbiegli do morza. Tym razem fale były wysokie i raz po raz zalewały tych śmiałków, którzy mieli zamiar wejść na głęboką wodę. Bałtyk przewrócił między innymi Neptuna, któremu woda zerwała... włosy. A raczej perukę, w której pan Stanisław wyglądał niczym Grzegorz Markowski. Na szczęście jeszcze tego samego dnia srebrna czupryna jakimś cudem została odnaleziona. Po walce z falami Misie powróciły do hotelu, a następnie, już w cywilu, udały się na zwiedzenie Mielna, umilając sobie czas w oczekiwaniu na wieczorną imprezę integracyjną.

W Krokusie na tejże zabawie pojawiło się około trzysta osób z kilkudziesięciu klubów. Mieli oni okazję oklaskiwać jastrzębskiego Neptuna, któremu pani burmistrz Mielna wręczyła piękną pamiątkową tablicę z okazji trzydziestu pięciu lat morsowania. Kameralna impreza szybko przekształciła się w wielkie dicho, a gwiazdą wieczoru był Bilguun Ariunbataar, znany z występów w telewizji młody satyryk rodem z Mongolii. Najpierw pomógł pani burmistrz w pokrojeniu olbrzymiego okolicznościowego tortu, a następnie, już na sali balowej, wcielił się w rolę PSY i przewodził znanemu na całym świecie tańcowi Gangnam Style. Mongoł jako Koreańczyk? Dla większości Polaków pewnie wielkiej różnicy nie ma, ale trzeba przyznać, że Bilguun śpiewał po koreańsku niczym autor słynnego przeboju. Potem na salę wkroczył prezes Białego Misia Jan Piłat. Przefarbował włosy na zielono i ubrał się w strój krowy z wymionami. Naprawdę. Bohater Solidarności o pseudonimie Lalunia (nazwa pały, którą rozbijał zomowskie tarcze), doskonale znający kulisy Okrągłego Stołu i mający o nich swoje zdanie, pojawił się na imprezie w zielonej czuprynie i w stroju krowy. Bilguunowi opadła szczęka, podobnie jak ekspedientce w pobliskim sklepie, do którego prezes udał się wcześniej po małe zakupy. Inni nie byli specjalnie zdziwieni, bo do świetnego humoru pana Janka są od dawna przyzwyczajeni. Uprzedzając na pewno pojawiające się wątpliwości - prezes nie wypił ani kropli alkoholu od piętnastu lat. Jakieś pytania? Wkrótce Ariunbataar opuścił Krokus, a zabawa w gronie morsów trwała do późnej nocy.

Niedziela, 10 lutego to ostatni dzień Międzynarodowego Zlotu Morsów. Powoli wyczuwa się w powietrzu atmosferę nieuchronnego pożegnania. Po śniadaniu Białe Misie autobusem udają się do centrum Mielna, skąd przemaszerują główną arterią miejscowości na plażę. To stamtąd w południe cała Polska tradycyjnie będzie obserwować ponad tysiąc wariatów wbiegających do morza. Przed samym marszem grupę jastrzębian dopadają przeciwnicy elektrowni atomowej w Gąskach. Aktywistów widać na każdym kroku. Wykorzystują obecność ogólnopolskich mediów do zaprezentowania swojego zdania na temat atomu i obklejają praktycznie każdą grupę swoimi ulotkami. Jedna z nich powędrowała na (hmm...) krzyż jednej z jastrzębskich syrenek. Po chwili korowód wyruszył na plażę. Półgodzinna parada morsów z całego świata to nie lada atrakcja. Ludzie przebierają się za różne dziwadła. Przykładem mogą być tu Rafał i Krzysiek, którzy nabyli drogą kupna przerażające maski zombie, którymi straszyli mieleńskie dzieci. W innych klubach nie zabrakło krzyżaków, wikingów, kurczaków, zakonnic, a nawet faceta po pięćdziesiątce, z brzuszkiem ubranego w strój słodkiego różowego króliczka. Grupę z Jastrzębia otwierał pan Tadek z maskotką białego misia na plecach. Za nim dziarsko maszerowały syrenki z Neptunem, a następnie cała ekipa ubrana w oficjalne zielono-czarne stroje i białe czapeczki. Po półgodzinnym spacerze ponad tysiąc morsów dotarło na plażę. Na rozgrzewkę oczywisty hit, czyli „Ja uwielbiam ją”, trochę tańca, przebieranie i do wody! Banda wariatów dla jednych, ludzie godni podziwu dla innych. Wśród nich Białe Misie wraz z... białym misiem, który niechcący również wykąpał się w morzu. A nad morsami latał samolot z wielkim banerem „Mielno wita morsy”...

Niestety, zaledwie kilka godzin później morsy musiały pożegnać Mielno i wrócić do normalności. Biały Miś zaliczył kolejny Międzynarodowy Zlot, który na pewno pozostanie w sferze absolutnie pozytywnych wspomnień. Te z kolei po pewnym czasie wydają się czymś nierzeczywistym, zupełnie oderwanym od szarej codzienności. W niedzielne popołudnie autobus wyruszył w długą drogę do Jastrzębia...
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Copyright © JastrzÄ™bski Klub Morsów BiaÅ‚y MiÅ› 2010